Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ginekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ginekologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

moje HSG

hejka,
jak obiecałam dzisiaj będzie o moim badania HSG.

Histerosalpingografia ( HSG) - jest to badanie rentgenowskie ( klasyczna wersja badania - nowocześniejsze Sono-HSG wykonywanie jest za pomocą sprzętu do USG ) macicy i jajowodów.
Służy ono ocenie budowy i kształtu macicy , drożności jajowodów oraz stanu błony śluzowej i macicy , pozwala również wykryć zmiany rozwojowe macicy, polipy, mięśniaki itp. 
Polega na wykonaniu prześwietlenia rtg (usg) macicy i jajowodów po poprzednim podaniu kontrastu.

Przygotowania do badania (poza skierowaniem)
  1. badanie wykonywane jest w 10 dc ze względu na podanie kontrastu. Chodzi o to, że po 10 dc kobieta może mieć owulację i być w bardzo wczesnej ciąży, której podany kontrast może zaszkodzić. 
  2. Kobieta musi być po zakończonej menstruacji . Jeśli jest problem z plamieniami ( ja taki miałam do czasu ) najlepiej jest poprosić lekarza od którego otrzymaliśmy skierowanie na badanie, aby włączył nam leki wstrzymujące plamienie. U mnie pomocny był duphaston.
  3. badanie konieczne : 
          a)  z szyjki macicy:         -mycoplasma hominis
                                                  -ureaplasma spp.

          b) z pochwy :                  -bakteriologia
                                                  -mykologia
                                                  -chlamydia 

         c) czystość - badanie wykonywane w nie długim odstępie od samego zabiegu ponieważ bardzo  szybko można nabawić się infekcji. W moim wypadku badanie przeprowadzano tego samego dnia w szpitalu .            


Tak wygląda to wszystko w teorii, a teraz kolej na moje doświadczenie . 

Skierowanie dostałam w marcu. Dopiero pod koniec miesiąca wybrałam się do szpital ustalać termin przyjęcia na oddział ( miałam nie tylko to jedno skierowanie) . Okazało się oczywiście , że w marcu już nie ma opcji wykonać badania.  Termin został ustalony na kwiecień. Gdy poszłam odebrać resztę badań z 3-dniowego pobytu w szpitalu wiedziałam, że w kwietniu też nie uda się zrobić badania bo nie dostałam jeszcze miesiączki (@) . Badanie zostało przesunięte na maj. W maju @ była jak w zegarku . Z niecierpliwością czekałam na badanie. Dodam , że wszystkie konieczne wymazy poza czystością miałam wykonane wcześniej odpłatnie w klinice.  Po godzinie 8 miałam zgłosić się do szpitala pod dyżurkę lekarzy. Pojechaliśmy, podeszłam do lekarzy powiedzieć co i jak. Kazano mi czekać. Po obchodzie czyli jakoś po 9 kobitka która mnie zapisała na badanie przyszła do lekarzy i wydała listę osób na badanie . Kobiety z listy były proszone do sali gdzie wykonywano wymaz czystości. Było to bardzo nie przyjemne. Dwie (podejrzewam) stażystki pobierały wymaz patyczkiem do zaglądania w gardło. Było to dość bolesne,a wspomnę , że dla mnie cytologia nie jest badaniem bolesnym więc można sobie wyobrazić jak nieprofesjonalnie było to wykonane. Po ok. 15 minutach wyszedł do mnie lekarz z wynikami i poinformował mnie, że mam bardzo drobną infekcję intymną . Było to oczywiście przeciwwskazaniem do przeprowadzenia badania. Załamałam się, chciało mi się ryczeć, ale wolałam powstrzymać się. Następnie pojawił się drugi lekarza ( kolega z liceum mojej przyjaciółki) i wręczył mi receptę na maść dopochwową oraz dwie tabletki .
Po rozczarowaniu trzeba było ponownie podejść i ustalić kolejny termin badania. Pierwszy wolny termin był w lipcu, ale kobitka poszła do lekarzy ubłagać, żeby można było mnie zapisać na termin w czerwcu ze względu na to, że przyczyną przesunięcia badania jest infekcja. Udało się i termin miałam na 19 czerwca. 

19 czerwca nauczenie już doświadczeniem ( ja i mąż, był ze mną w maju i w czerwcu) pojawiliśmy się przed 9 rano. Grzecznie czekaliśmy kiedy będę wywołana . Minął obchód i dalej nic, więc weszłam i mówię ponownie w jakiej sprawie jestem. W pokoju były dwie panie doktorki. 
dr nr 1 - a ma pani wyniki badań?
ja - oczywiście, że mam,- wróciłam się po wyniki i podałam,
dr nr 1 - ale nie ma tutaj cytologi, - do drugiej lekarki- zrobimy bez cytologi ? 
dr nr 2 - dla mnie to nie problem, tylko xxxx ma problem jak nie ma cytologi . Niech pani poczeka przed, za chwilę ktoś poprosi Panią na czystość.

Zgodnie z zaleceniem siadłam przed i czekałam na wezwanie. W miedzy czasie do sali zabiegowej przychodziły pacjentki przyjęte na oddział . Wkurzyłam się czekaniem i przesiadłam się i chciałam się dopytać ile mam jeszcze czekać. Akurat wychodziła dr nr 2 : - a to jeszcze Pani nie zabrali na czystość ??? 
ja - niestety jeszcze nie 
dr nr 2 - a bo koleżanka pani szukała i nie mogła znaleźć 
ja - aha 
ta inna co mnie miała znaleźć okazało się ze przeszłą się po korytarzy i wróciła do pokoju zamiast spytać się kobiet siedzących przed pokojem lekarzy. Wystarczyło zapytać ,a siedziałam akurat wśród pacjentek do poradni ginekologiczno-endokrynologicznej.  Niestety krzesła są obok siebie i trudno zgadnąć kto na co czeka . Wiele osób przyszło do lekarza na rutynową wizytę pytało się czy my też czekamy, ale one umiały otworzyć buzię i zapytać . Dobra wracając do sprawy . 
Po jakimś czasie zostałam poproszona do gabinetu gdzie wykonano wymaz czystości. Tym razem lekarka przeprowadziła badanie szczoteczką jak do cytologi i bardzo delikatnie przejechała pomiędzy wargami sromowymi. Na wynik czekaliśmy godzinę. W końcu się udało, wynik był czysty . Można było wykonać właściwe badanie .  Ucieszyłam się , że teraz to ruszy się . Była godzina 12 . Z wynikami zostałam odesłana na parter do rejestracji. Podeszłam do okienka podałam papiery i powiedziałam, że odesłali mnie z góry. Pani najpierw nie wiedziała o co chodzi, później sprawdziła w systemie uprawnienie. Wyszła sprawa , że nie jestem ubezpieczona. W środku się we mnie gotowało. Byłam tak zdenerwowana , że się aż mężowie oberwało. Sprawę miałam wyjaśnić w sekretariacie. Z nerwów zapomniałam w jakim. Gdy w końcu z rejestracji otrzymałam szpitalną bransoletkę zaprowadzono mnie ponownie na górę. Tym razem pod pokój pielęgniarek. Tam założono mi kare, spytano o wagę ,wzrost i zmierzono ciśnienie.  Następnie przyszła lekarka i przeprowadziła wywiad. Zapytano mnie o ketonal dożylnie. Powiedziałam , że nie dostałam takiego wcześniej ,ale na tabletki źle reaguję. Dostaję jednego ze skutków ubocznych. Wraz z wywiadem dostałam do podpisanie wszystkie zgody, na przyjecie do szpitala, na podanie kontrastu i na wykonanie prześwietlenia . Gdy już wszystkie papierki zostały ustalone, wyjaśniono dlaczego tak o ten ketonal chodziło. Miał to być lek , który miałam dostać przed badaniem, w zamian dostałam dwie tabletki paracetamolu. Lekarz już czekał na mnie , żeby zabrać mnie na właściwe badanie . HSG nie było wykonywane w tym szpitalu, nawet nie na tym oddziale, trzeba było wyjść i przejść do pracowni rtg mieszczącej się na tyłach innego oddziału ( chirurgia czerwona - każdy kto jest z Krakowa wie gdzie to jest) . Gdy już tam byliśmy ( nie był do długi spacerek, bardziej pokroju przejścia przez ciut większe skrzyżowanie) dostałam skierowanie na rtg do reki i ponownie miałam stać w kolejce do rejestracji. Na prawdę miałam już dość wszystkiego. Wystałam swoje.  Jeden plus , że jak jesteś z lekarzem to nie musisz czekać w kolejce tylko biorą Cie na badanie poza kolejką. Po chwili zaproszono mnie do gabinetu. Ku mojemu zaskoczeniu był tak płaski stół do prześwietlenia rtg. Byłam przerażona wizją trzymania nóg. Moje przerażenie się sprawdziło. Kazano mi się rozebrać, położyć na stole i rozłożyć nogi. Pan dr najpierw oczyścił moje krocze gazikami, później zaczął zakładać całą aparaturę w mojej pochwie. Gdy zakładał poszczególne elementy czułam jednorazowy ból. Myślałam ,że będzie dobrze, że to chwilowe. Po umieszczeniu sprzętu został wprowadzony we mnie kontrast. TO BYŁA TRAGEDIA.
Nigdy w życiu nic mnie tak nie bolało, wrzeszczałam, krzyczałam, płakała , wszystko na raz. W pewnym momencie dostałam takiego parcia na pęcherz ,że myślałam że zsikam się na ten stół. Ból był niemożliwy, o mało nie wyrwałam tego wszystkiego z siebie z bólu. Po dosłownie minucie ból zszedł. Ja byłam tak rozdygotana ,że nie mogłam powstrzymać pulsowania brzucha, a zostałam o to poproszona przez Panią robiącą prześwietlenie.  

Gdy już było po wszystkim spytałam lekarza jaki wynik. Wszystko w najlepszym porządku, macica ma prawidłowy kształt ,a oba jajowody drożne. Po zabiegu ubrałam się, lekarz wrócił z nami na oddział, gdzie zostałam wypisana. Sam wypis do odbioru w dniu następnym. Po tym wszystkim podeszłam ponownie do rejestracji dopytać gdzie wyjaśnić sprawę braku ubezpieczenia. Dostałam odpowiedź pokój 200. Poszliśmy tam, niestety zły pokój, odesłali nas do sekretariatu właściwego oddziału. Podpisałam oświadczenie i w końcu mogliśmy wrócić do domu . Była godzina 15 .

Postanowiłam podzielić się moimi przemyśleniami i przeżyciami. 

1. HSG nie jest badaniem bezbolesnym, ale każda kobieta będzie przechodzić to inaczej. Nie można się sugerować ,że skoro nie boli jest dobrze, a gdy boli to jest niedrożność. Na prawdę nie mogę się zgodzić z licznymi opiniami ,że jeśli boli to kobieta jest histeryczką. Każdy ma prawo do płaczu i krzyku gdy boli.  

2. zastanawiałam się czy podać jaki to szpital i przyznam się był to szpital uniwersytecki, oddział endokrynologi-ginekologicznej , mieszczący się na Kopernika 23 w Krakowie .

3. Terminy w szpitalach to debilizm, wiecie ile osób przyszło wtedy na HSG poza mną ?? ZERO. Byłam jedyną kobietą do badania na które ledwo mnie zapisano. Wkurza mnie to ,że ktoś zajmuje miejsce osobie która na badanie czeka od dawna .

Strasznie dużo napisałam dziś.
Podsumowując hsg bolało mnie okropnie, procedura chodzenie od okienka do okienka jest debilna,ale czego nie zrobi kobieta , aby zostać matką :) 

 

Pozdrawiam
Kasia



poniedziałek, 13 marca 2017

problemów ciąg dalszy

Hej,
dziś opowiem co nieco o moich problemach ginekologicznych, jak wiadomo z poprzedniego posta nie są to jedyne trudności jakie mam.
Problemy zaczęły się ok 4 lat temu. Miesiączki zawsze miałam nie bardzo regularne, jak słyszałam , że koleżanki mają co do dnia idealnie zastanawiałam się czemu ja tak nie mam, uznałam ,że taki mój urok.
Pierwsze wakacje wspólne wakacje spędziliśmy w Londynie, podróż moich marzeń. Było cudownie. Po powrocie dostałam obfitego i bolesnego okresu. Postanowiła w końcu pójść na pierwsza w moim życiu wizytę ginekologiczną. Miałam wtedy 25 lat. Wiem późno,ale najważniejsze , że poszłam. Wszystko wyglądało dobrze , umówiłyśmy się na cytologię, której wynik też był pozytywny. Do czasu ,aż zdecydowaliśmy się ,że chcemy zostać rodzicami.
Wykonałam badania zalecane przed ciążą w tym TSH , o czym pisze tutaj.
Później rozpoczęły się plamienia i bardzo znikome miesiączki,  Przepisane zostały mi tabletki Cyklo3forte na wzmocnienie naczyń krwionośnych, które nie podziałały. Plamienia nie ustały. Po dłuższym czasie dostałam Duphaston. Zadziałał rewelacyjnie. Plamienia ustały, a po nich dostałam bolesnej i obfitej miesiączki. Po odstawieniu chyba ( juz nie pamiętam) jeden cykl był ok i ponownie plamienia. Kolejny raz dostałam Duphaston. Tym razem była to przed ślubem, a miesiączka przyszła w naszą podróż poślubna. Ginekolog postanowiła odstawić lek. Wyszedł w miedzy czasie problem z prolaktyna. na który od gin dostałam Castagnus. Znów moja nadzieja urosła przez kilka dni na początku ,następnie ponownie pojawiły się plamienia.
Po zmianie endokrynolog, dostałam Bromergon,(4 dni 1/4 tabl; następnie 1/2 tabl.)  który po dwóch tygodniach zmniejszył plamienia. Nawet bym powiedziała ,że powstrzymał je.  Jak się okazało jednak nie do końca. Na wizycie u gin brudzenie było ale w pochwie, tak nie wielkie ze nie schodziło . To samo potwierdziła lekarka w klinice leczenia niepłodności.

Klinika.
Na razie nie podam co to za klinika, nie mam o nich zdania , chce sama wyrobić sobie opinię. Pierwsze wrażenie było ok. Lekarka wyjaśniła wszystko, podała listę padań do wykonani. była trochę oschła ,ale może tak jest na początku. Dwa skierowania na badania . Zrobiła badanie dopochwowe. Diagnoza - brak owulacji. Dalsze badania maja na celu ustalenie przyczyny braku owulacji. W tej chwili czekam na dobry dzień do badań- żeby nic mnie nie bolało. Dostała ponownie Duphaston aby powstrzymać plamienie i móc wykonać wymaz . Trochę o wszystko mnie przeraża.

Muszę jeszcze dodać ,że jestem pod opieką Centrum Leczenia Otyłości. Tak, tak doskwiera mi jeszcze otyłości i to II stopnia. Walczę od września, ale przyznaję się , miałam 2 miesiące przerwy(nie przytyłam w tym czasie) , a weekend urodzinowy przyniósł dodatkowe kg. W końcu wróciłam na dobrą drogę i walczę .

Tak, dużo mam problemów, a ja tylko chce mieć dziecko. Przyjaciółka mówi , że się zafiksowałam, może ma rację, ale na prawdę jestem w takim wieku ,że chciałaby już być matką. Czasami mam wrażenie , że się nie nadajemy, że się nie sprawdzimy, ale jeśli nie zostaniemy rodzicami nie dowiemy się jak to jest. Kuzynka ( 2 lata młodsza) będzie mieć trzecie dziecko. Kurcze , mama zawsze mówi , że tam gdzie nie ma warunków dzieci się sypią, a tam gdzie miałyby super nie pojawia się, ani jedno.Takie życie. Czasami mam gorsze dni, kiedy nadziei prawie nie mam, a czasami mam wrażenie , że wszystko będzie dobrze. Tak bardzo chciałabym być w ciąży, poczuć to wszystko, zostać matką.

Trzymajcie kciuki
pozdrawiam
Kasia




piątek, 10 marca 2017

dlaczego ja?

To pytanie zadaje sobie od dłuższego czasu. Czemu ja nie mogę mieć tego czego tak bardzo chce? Dlaczego nie mogę zostać matką ?
Chcę się podzielić moją historią, może komuś się to przyda i pomoże w walce o największe szczęście na świecie, walce, którą i ja prowadzę . 

Zacznę od początku. Mam 29 lat, nie dawno skończone. Po ślubie jesteśmy ponad 1,5 roku i tyle też się staramy o dziecko. Od 2 lat leczę się z niedoczynności tarczycy, a dokładniej stwierdzoną mam chorobę Hashimoto.  Aktualnie poziom TSH unormowany. Nie dawno bo w lutym zmieniłam endokrynolog. Poprzednia zamiast działać wolała robić dalsze badania. A wyniki uznała za mało precyzyjne i nie rozpoczęła leczenia na hiperprolaktynemię czynnościową , która jest kolejną chorobą jaką mam . Poza tym od dobrych 4 lat mam nie regularne cykle i praktycznie nie ustające plamienia .

Tak w skrócie wygląda historia zdrowotna. 

Przed ślubem postanowiłam zrobić badania przed ciążowe, chciałam szybko zajść w ciąże i mieć dziecko, nie spodziewałam się ,że nie będzie to takie proste. Wyniki badań okazały się w większości dobre poza TSH. Zalecenie - konsultacja endokrynologiczna. Dzięki tacie udało się z początkiem roku umówić na wizytę prywatną. Pani doktor wydawała się ok. Lekarka prosiła o wykonanie usg tarczycy. Po dwóch usg uznała, że trzeba wykonać biopsję przytarczyc bo wyniki i usg nie dają jednoznacznej odpowiedzi co się dzieje. Gdy udało nam się umówić na biopsję, okazało się , że jest ona zbędna. Lekarka przed wbiciem igły wykonała usg. Jej doświadczenie i wiedza uspokoiły mnie bo muszę dodać , że panicznie boję się zastrzyków i strzykawek, nie mdleje, ale boje się . Guzki okazały się od-czynnościowymi węzłami chłonnymi typowymi przy Hashimoto. Poprzednie osoby wykonujące usg miały za małe doświadczenie i nie umiały stwierdzić co to jest. 
Następnym problemem okazała się prolaktyna, jej za wysoki poziom. Endokrynolog kazała wykonać badanie z obciążeniem.Wynik miał pokazać czy problem jest z przysadką mózgową czy jest to hiperprolaktynemia czynnościowa (czyli każdy stres, niewyspanie, itp powoduje wzrost)  Okazało się, że nawet prywatnie potrzebne jest skierowanie i recepta na metoclopramid. Tym razem dzięki przyjaciółce znalazłam miejsce w Krakowie (Kopernika 15b - diagnostyka) gdzie można wykonać to badanie bez potrzeby skierowania i recepty, jedyne co to trzeba zapłacić . Wynik po godzinie był nie wiele, ale jednak powyżej 6-krotnego wzrostu.  Oznacza to, że można kontrolować prolaktynę lekami. Jednak moja endokrynolog uznała , że wzrost jest za mały i chciała wykonać kolejne badania. Scyntygrafię przytarczyc i rezonans przysadki. Wtedy postanowiłam skonsultować wyniki z innym lekarzem. Nowa endokrynolog od razu stwierdziła problem czynnościowy i przepisała Bromergon. Tabletki maja na celu pomóc w nieregularnych cyklach. Po prawie miesiącu brania mogę powiedzieć, że zaczynają pomagać. 
Jednym z dodatkowych problemów jakie wyszły i dlaczego pierwsza endo chciała robić scyntygrafie był niski poziom wit.D3  oraz wysoki poziom parathormonu. Aktualnie Witamina D jest nie wiele poniżej dolnej normy, a parathormon ciut powyżej górnej normy. Wniosek - Parathormon pozytywnie reaguję na suplementację wit. D .

Tak wygląda moja historia endokrynologiczna.
Nastepnym razem opiszę ginekologiczną i wizytę w klinice leczenia niepłodności.

Pozdrawiam
Kasia